Edyta Rutkowska

Poznań Maraton to moje drugie podejście do królewskiego dystansu.
Osoby niezainteresowane tematem mogą sobie darować;), a kto lubi czytać "teksty niekoniecznie mistrzyni pióra" to coś dla niego...;)))

Opaska zrobiona na 03:25 - w założeniu tempo narastające marco.
W głowie poukładane trzymać się planu. Przy pomyślnych wiatrach może uda się przyspieszyć. Z tyłu głowy przemkła myśl, że może nie być tak kolorowo.
Mam problem w co się ubrać na bieg. Jak dla mnie jest przeraźliwie zimno. Brak odpowiednich zapasów tłuszczyku:)), który miałby mnie ogrzać powoduje, że już dzień wcześniej marznę i panikuje co włożyć - wybieram długie spodnie!
Całą bandą HRmax wybiegamy 8:15 z hostelu żeby zdążyć oddać rzeczy do depozytu i stawić się na starcie lekko przed 9.00.
Piętnaście minut do startu - lecimy z Domką i Markiem na ostatnie sikuuuuu;)
Jak zwykle milion toy-toy'ów, dwa miliony ludzi w kolejce i żadnej polanki w zasięgu wzroku. Czekamy, a czas ucieka. Nadeszła moja kolej wejścia do WC, a w głośnikach słyszę głos - 90 sekund do startu! Wylatujemy z kibelka ubierając się w biegu. Od strefy B, w której miałam się znajdować z 10 minut temu odgradzają nas tłumy. Stoimy na samym końcu. Domcia krzyczy: "Ciście się do przodu!" Marek też ma opaskę na 03:25 więc ruszamy razem. No to lecimy, ale walka z tłumem nie jest łatwa;) Omijamy kogo się da, przekraczamy start i teraz się zaczyna.Trzeba biec zgodnie z planem, więc lecimy poboczem, żeby przebić się do strefy biegnącej podobnym tempem. Dociera do mnie, że wszystko nie tak się zaczęło, a do tego zaczyna być mi gorąco (po jaką cholerę ubrałam te długie spodnie!!!), ale nic, trzeba trzymać się planu! Rzut okiem na zegarek - jest dobrze. Po drodze spotykamy Sabinkę z Darkiem,...po jakimś czasie Ewa wita nas głośnym okrzykiem "AAAAAAAA";), biegnie z Marta i Sławkiem, a my dalej cisniemy. Mijamy balonik na 3:45.
Zaczyna boleć mnie brzuch...myślę...Boże co to ma być ok 6 km, a ja już mam bolesci?;) Na pewno zaraz mi przejdzie - wbijam sobie to do głowy.
Spodnie przestają mi przeszkadzać, bo zaczyna mocno wiać, a słońce, którego promienie są prawie niewyczuwalne, chowa się za drzewa. Po drodze spotykam kilka osób z Żor. Zamieniamy parę słów i biegnę dalej. Widzę, że Marka wyrywa do przodu, więc mówię, żeby biegł jak czuje, niech nie patrzy na mnie. Zaczyna się 15 km, więc zgodnie z opaską trzeba przyspieszyć, ale chwile później zaczynają boleć mnie kolana. W głowie ta sama myśl co wcześniej - zaraz przestaną. Ale kogo nie bolą kolana? Wszystkich napewno coś boli...lekka panika w głowie jest. Biegnę dalej, bo cóż mi pozostało;)...Lewe kolano puszcza, prawe dopiero daje czadu! Zaczynam robić skipy, żeby je rozruszać. Moje ciało chyba się zbuntowało przeciwko mnie, bo do tego zaczynam odczuwać ból w biodrze. Próbuję nie panikować;). Zaczynam 29 km, więc znowu trzeba przyśpieszyć i utrzymać tempo do końca....ale jak mam to niby zrobić jak już ledwo trzymam teraźniejsze???!Szybko przestawiam swoje zwoje mózgowe (naprawdę takie posiadam;) i wyobrażam sobię, że jestem w Żorach i ruszam dopiero na treningowe 13 km po osiedlu. Niestety, ale "nawet w Żorach" potrafił mnie dopaść następny ból i to po dwóch km;), czyli w rzeczywistości mój 31 km. Spoglądam na zegarek i opaskę - tempo zamierzone nie utrzymane, ale biegnę dalej...Na 36 km kolano, biodro nie dają za wygraną, a do tego dochodzi ból stopy - miliony myśli kotłują się w mojej głowie, szukam przyczyn, co zrobiłam źle, skąd te bóle???...Zaczynam się rozklejać i chce mi się płakać, ale ...płakać nie będę bo zatre oczy i co będzie z moimi "pięknymi, naturalnymi rzęsami";). Psycha mi siada, 15 sekund opóźnienia na jednym km zaczyna być dla mnie końcem końców i co teraz???? Zamierzonego celu nie wykonam. Świat mi się zawalił !!!;( Przechodzą nawet myśli o zatrzymaniu się.
Walczę...chwile później - dzwoni telefon. To Łukasz (ucieszyłam się bardzo, w końcu będę mogła się wyżalić i ktoś mnie pożałuje;). Pyta - "Jak jest? A ja mowię, że do dupy, że jestem beznadziejna. Mówię - nie dam rady:( Od początku wszystko było do dupy, pieprzone kolana! Muszę się zatrzymać! Dlaczego nie załatwileś mi na ostatni tydzień Lyprinolu?!!! Oczywiście winny ktoś musi być, a jak to często bywa obrywa zawsze Twoja druga połowa;). Łukasz odpowiada: Będziesz żałować jak zaczniesz zwalniać! Czytasz te swoje książki o bieganiu i ciągle powtarzasz, że głowa potrafi dużo, a sama co chcesz zrobić??? Zatrzymać się?! Biegnij, wytrzymasz to! I z uśmiechem w głosie mówi, że mam się ogarnąć. Zamieniamy jeszcze dwa słowa. Już mi lepiej. Dostałam cudownego kopniaka! Szybko szukam w moim telefonie kawałków, które dodadzą mi jeszcze sił. Trafiam na 'Sobota: Do Góry Łeb' (nie szukajcie na YouTube i tak Wam się nie spodoba;) Już wiem, że będę biec do mety! Nie przyśpieszę, ale muszę się zmieścić w 03:29! Spotykam po drodze Marka, potem Krzyśka i Grzegorza...każdy z nich pewnie toczył swoją małą wojnę w głowie...biegnę, biegnę i dobiegłam, ale to już dawno wiecie;))) - 03:29:39. Jest życiówka, jest radość, jest jedzenieeee na mecie;). Pożeram wszystko co wpada mi w ręce.....idę zobaczyć się z resztą ekipy;)

 

PS. Wpis nie jest sponsorowany. Niestety;)

Partnerzy/współpraca

Klub HRmax Żory w liczbach

  • Aktywnych członków: 75 / Oczekujący: 0
  • Kobiety: 28 / Mężczyźni: 47
  • Maratończyków: 49
  • Średnio km na zawodach: 19.458 km
  • Średni czas na zawodach: 2g 8m 50s

Jak zostać członkiem klubu?

Chcesz zostać członkiem klubu HRmax Żory? Musisz mieć ukończone 18 lat, wypełnić deklarację członkowską, przedstawić rekomendację 2 członków naszego klubu, opłacić wpisowe 50 PLN oraz składkę 20.00 PLN za rok. Przekonaj się o korzyściach płynących z członkowstwa w naszym klubie.

Wypełnij deklarację członkowską »